Pływanie

Pływanie No dobrze, może nie do końca wyszło nam z bieganiem i rowerem, ale jakoś sił brakuje. W poszukiwaniu sposobu na wzmocnienie wybieramy pływanie. Jak wiadomo na basen wstęp mają tylko posiadacze czepków, bez okularów do pływania w wodzie, tarci się najlepszą zabawę. Zresztą co to są za koszty, prawdziwe pieniądze to zapłaciliśmy za rower, który stoi w garażu. Chmmmm…. w okularach, czepku i kostiumie wychodzimy z szatni, jakoś tak dziwnie bez ubrania. Bluzka zawsze zakrywała te kilka fałdek na brzuchu, a spódniczka przykrywała tylnie części ciała. Mijamy wielkie lustra, w których nasze odbicie niemalże woła o pomoc, jakby tego było mało mijają tak jacyś super przystojni ratownicy, który wzroku nie odrywają od pięknych pań w jacuzzi. Kiedy wreszcie wchodzimy do wody, czujemy się już niczym morsy, wśród zgrabnych delfinów. Ochota na pływanie znikła razem z nami w szatni, koniec tego. Najpierw trzeba wyrzeźbić sylwetkę, a dopiero potem założyć kostium kąpielowy. Z bieganiem nie wyszło, do tego sSportu trzeba mieć jednak odpowiednią kondycje, a tą przecież najpierw trzeba sobie wyrobić. Doskonałym sposobem na wyrobienie kondycji będzie jazda na rowerze. No tak, ale nasz stary rower raczej nie nadaje się na dłuższe trasy. A przecież wokół domu jeździć nie będziemy (nawet jeśli mielibyśmy taką ochotę, bo po doświadczeniach z bieganiem, wiemy już że może nie być łatwo). Trzeba kupić rower. Jakiś najzwyklejszy, właściwie byle jaki. Wracamy z zakupów do domu, z najlepszym modelem roweru górskiego. Wiemy, co prawda, że miało to wyglądać inaczej, ale sprzedawca uświadomił nam, że nie ma najmniejszego sensu kupować tych starych rowerów, bo one zupełnie się nie sprawdzają, kiedy chcemy jeździć częściej niż raz w tygodniu. Dla naszego bezpieczeństwa kupiliśmy tez ochraniacze na łokcie i kolana, kask, w końcu nigdy nie wiadomo, dawno się nie jeździło, a tymi samochodami jeżdżą jak wariaci. Jutro sobota, wolny dzień, w sam raz na dobry początek, wyruszymy rano, zrobimy długą trasę na obrzeżach miasta. Nastawiony poprzedniego dnia budzik dzwoni nie miłosiernie, jednocześnie całkiem bez sensu. Przecież jeżeli sSport ma być przyjemnością, to nie ma się co katować. Kolejne przebudzenie koło 12. Oj chyba już nie ma sensu ruszać na tę wycieczkę, o której byśmy wrócili.

Komentarze zostały wyłączone.

Skomentuj